Pages Navigation Menu

Tworzenie Aplikacji Internetowych

O mnie, Sebastian Wilgosz

Tytuł tej strony jednoznacznie wskazuje na to, o czym ona prawi i w tym przypadku swoją oryginalnością Ciebie, drogi czytelniku nie porażę, lecz podążę za ogólnie przyjętą konwencją i na stronie „O mnie”, napiszę dokładnie o tym, o czym mówi tytuł, czyli kim jest Sebastian Wilgosz oraz kim był wcześniej. Napiszę więc o sobie. O zainteresowaniach, wykształceniu, umiejętnościach… tylko w formie dość luźnej, nie przypominającej standardowego Cirriculum Vitae, ale raczej esej lub skróconą autobiografię.

Jeśli trafisz więc na tego bloga, to czytając teksty z poradami i ciekawostkami w zakresie tworzenia aplikacji sieciowych, chcąc nawiązać współpracę lub kontakt w jakiejś innej sprawie, będziesz się mniej więcej orientować, z kim masz do czynienia. Bez dalszego zbędnego wstępu przystępuję więc do rzeczy.

Kim jest Sebastian Wilgosz i wilgosz.pl?

Sebastian Wilgosz w Koln

Moje zdjęcie w Koln, podczas zjazdu GamesCOM – 2012

Jestem webdeveloperem i autorem m. innymi tego bloga. Specjalizuję się w programowaniu w języku ruby, szczególnie Ruby on Rails, lecz praca w środowisku tworzenia aplikacji internetowych wymaga ode mnie wiedzy także z zakresu PHP, relacyjnych baz danych ( MySQL, SQLite3 ), HTML, CSS, JavaScript/jQuery, systemów zarządzania treścią i kilku innych technologii tematycznie powiązanych.

No ok, tyle to się można domyśleć po przeczytaniu tekstu w logo strony. Coś jeszcze? Kim jeszcze jest Sebastian Wilgosz, i czym jest wilgosz.pl?

Sportowiec.

Sebastian Wilgosz - Karate

Tak wyglądam w kimonie

Wydaje mi się, że niezależnie od tego, z czym się ma do czynienia, aby nie zwariować należy zachować umiar. Tak samo ma się rzecz z alkoholem, sportem, graniem na komputerze, imprezowaniem, nauką, pracą, zarabianiem, religią…

Tak samo i z programowaniem. Ponieważ na tym blogu będę umieszczał niemal wyłącznie wpisy tematycznie z witryną powiązane, może to wywołać u Ciebie pewne niepożądane przeze mnie skojarzenia. Aby więc uniknąć postrzegania przez szeroką gamę ludności mnie, jako aspołecznego, stereotypowego informatyka, przedstawię tu, czym zajmuję się poza tworzeniem aplikacji sieciowych i świadczeniu usług informatycznych.

Od 9 roku życia trenuję Karate Shotokan, do 2012 roku w klubie AgeKan Bogatynia, pod przewodnictwem Zbigniewa Wojtkowiaka, od 2012 roku we Wrocławiu. Sztuki walki to moja pasja z dzieciństwa, z którą mimo że nie związałem swojego życia zawodowego, nadal się utożsamiam, trenując wieczorami i przed pracą / uczelnią. Karate to coś niesamowitego pod kątem nauki dyscypliny i wychowania. Nauczono mnie na codziennych treningach samodyscypliny i radzenia sobie ze stresem, co w znaczny sposób wpłynęło na moje osiągnięcia w szkole, pracy i we wszystkim, czego się podejmuję. Dzięki uprawianiu sportu wiem, ile mogę od siebie wymagać i jak zmobilizować się do pracy niezależnie od tego, jak bardzo mi się nie chce.

Grajek.

Oprócz uprawiania sportu gram na pianinie.

Nie, nie jestem muzykiem, nie uczęszczałem do szkoły muzycznej, czego troszeczkę żałuję , ale ze względu na niemal codzienne treningi karate i tak nie miałbym fizycznej możliwości by coś takiego zrealizować. Dlatego nie gram zawodowo, miałem w życiu może dwa wystąpienia na koncertach charytatywnych, a na pewno nie mogę powiedzieć, że gram dobrze.

Tylko… nie należę do ludzi, którzy twierdzą, że jak się coś robi na trzy z plusem, to lepiej nie robić tego w ogóle. Ja uważam, że jeśli coś się lubi robić, to się to powinno robić. Pozwala nam się to odstresować, odprężyć, być może zrobić komuś miły prezent. Nieważne, że robimy coś na trzy z plusem czy z minusem, póki bawimy się dobrze, a innym to nie przeszkadza.

Oczywiście, jakbym teraz zaczął dawać komuś lekcje gry na pianinie, można by zacząć wątpić w moje zdrowe zmysły. Ale nie zacznę właśnie dlatego, że moje umiejętności gry na klawiszach to mniej więcej 3+ .

Jestem w tym względzie totalnym samoukiem. I to też nie tak, że uczę się wszystkiego bo łatwo mi to przychodzi, ani też dlatego, że nie mam co ze swoim czasem robić. Chodzi po prostu o to, że nie lubię się nudzić. Człowieka może trafić szlag, nawet jak ma co robić, a ja nudy nie znoszę. Inaczej: nie potrafię znieść. Nuda sama w sobie skłania do robienia czegokolwiek – spania, grania na komputerze, pisania książek, czytania tychże książek, spotykania się ze znajomymi, biegania, szukania pracy, nauki, et cetera, et cetera. Możliwości jest tak wiele, że jeśli człowiek na okrągło się nudzi, to jest albo pozbawiony wyobraźni, albo ma rozregulowaną psychikę (nie mówię tu o przypadkach skrajnych, ludzie niepełnosprawni itp. ). Mówię o osobach, które, gdy zabraknie w domu prądu na cały dzień, gapią się godzinami w zgaszony monitor, czekając aż znowu będą mogli zagrać w LoL-a, albo inną obecnie na TOP-ie grę. I tacy ludzie, jak dowiadują się, że ja robię łabędzia z origami, mówią że to ja się nudzę. Ech…

Nieistotne. W każdym razie, nauczyłem się grać na pianinie nie z nudów, lecz właśnie po to, aby nudy uniknąć, kiedy z powodu kontuzji dużego palca prawej stopy przez całe wakacje byłem wyłączony z wszelkiego typu treningów. Występowałem zaś na koncertach organizowanych dla Laury Kotowskiej, mojej słodkiej siostrzenicy.

Ołówkowiec.

Jest jeszcze jedna, można by powiedzieć zupełnie odstająca od pozostałych kategoria, w której się udzielam. Czynność owa, odstresowująca co najmniej tak jak pozostałe, oferuje coś, czego pozostałe nie są w stanie nikomu dać. Czynność ta to rysowanie, a to co oferuje, to prezenty!

Próbka ołówkowego hobby

Prezent dla przyjaciół na 15 rocznicę ślubu

Może ktoś powiedzieć, że rysuję dobrze, ale ja nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, co stawiałoby mnie wyżej niż innych z dwóch prostych powodów. Po pierwsze jestem webdeveloperem, a każdy dobry programista stron internetowych musi znać się na grafice, nawet jeśli grafikiem nie jest. Musi wiedzieć, co powinno się znajdować w którym miejscu, jakie połączenia kolorów są całkowicie nieakceptowalne, a jakich używać. Jakie czcionki dopasować itp. czasem grafik – mówiąc wprost – spierniczy robotę i my jako eksperci powinniśmy to zauważyć, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zrobić tego tak, jak być powinno.

Drugi powód jest taki, że rysuję ołówkiem, bo nie potrafię niczym innym. Wszelkie próby malowania farbami zawsze spełzały na niczym, kolory nie chciały się mieszać tak jak powinny i każdy obraz w mojej wyobraźni na płótnie przeobrażał się w… coś innego, niekoniecznie podobnego, a na pewno w nic, czym chciałbym się pochwalić.

Dlatego skupiłem się na przedstawianiu świata w odcieniach szarości, choć nie ma to nic wspólnego z tym, jak ja go postrzegam. Kolorów używam jedynie czasami i nigdy nie ma ich dużo. Kiedy zaś tworzę interfejs aplikacji, plakaty, wizytówki, oraz szablony wizualne kreowanych przeze mnie stron używam Photoshopa, Gimpa czy Corela, oczywiście po przygotowaniu wcześniej projektu ołówkiem, w czym czuję się dość swobodnie.

Informatyk.

Pochodzę z okolic Zgorzelca, gdzie ukończyłem technikum informatyczne i otrzymałem stypendium naukowe umożliwiające realizację studiów dziennych na Politechnice wrocławskiej. Wyniki w szkole miałem świetne, nigdy jakoś szczególnie nie musiałem się uczyć, gdyż wszystko co przerabialiśmy na lekcjach jakoś zostawało mi w głowie. Na studiach poczułem się więc jak zboże, po którym przejechał kombajn w czasie żniw. Nie, nie odpadłem, choć było blisko. Okazało się, że nie potrafiłem się uczyć. Nie potrafiłem się zebrać, siąść regularnie do notatek, ba, nie potrafiłem nawet robić notatek. Znajomym, którzy mieli wcześniej o wiele gorsze wyniki ode mnie, na studiach szło lepiej, bo nauczeni byli systematyczności.

W momencie gdy to sobie uświadomiłem, wziąłem się za siebie, nadrobiłem zaległości przestałem się bać zawaleniem przedmiotów.

Przez cały okres studiowania musiałem dorabiać na weekendy, najpierw w McDonald’s, później jako ochroniarz imprez masowych, później realizując zlecenia na proste strony internetowe. Zrozumiałem, że sama uczelnia nie gwarantuje zdobycia umiejętności, które będą niezbędne, by stać się specjalistą w danej dziedzinie. O wiele ważniejsze jest doświadczenie i realizacja własnych projektów, o czym szczegółowo opowiadam w artykule: „Dlaczego tak często widzisz: 2 lata doświadczenia?„.

Realizując proste projekty zdobyłem kontakty, które umożliwiły mi realizację kolejnych, bardziej skomplikowanych i wymagających większych umiejętności. Każdy kolejny projekt wymagał ode mnie powtarzania już zdobytej wiedzy i zastosowania jej przy wymyślaniu odpowiednich dla danego klienta rozwiązań, jednocześnie jednak realizacja każdego z nich wymagała wiedzy, której nie posiadałem – którą musiałem zdobywać na bieżąco, a których uczelnia nie oferowała. Kosztowało mnie to wiele dodatkowych godzin i zarwanych nocy spędzonych na poszukiwaniach kontaktów, porad, wpisów, artykułów, czytania dokumentacji, konsultacjach z ekspertami w branży. Pozwoliło mi to nabyć umiejętności pozwalające na prowadzenie własnej działalności z zakresu tworzenia aplikacji internetowych – umiejętności, z którymi mogę się dzielić z innymi, dlatego rozwijam tego bloga.

Poza tym…

Jestem katolikiem, uwielbiam góry, morze, las, uwielbiam sport niemal wszelkiego typu, muzykę i masę innych rzeczy. Uwielbiam ludzi, rozmawiać z nimi, poznawać, przebywać. Uwielbiam się rozwijać i zdobywać nowe umiejętności.

Jak ktoś poczuje się kiedyś na tyle szalony, by napisać moją biografię, to będziecie mogli poczytać sobie więcej, póki co jednak zamieszczam tylko link do mojego CV dla zainteresowanych, jeśli zaś chodzi o kontakt, nie powinno to nastręczać żadnych trudności po kliknięciu w zakładkę: Kontakt

Pozdrawiam serdecznie

Sebastian Wilgosz

Ten wpis znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. za pomocą podanych słów kluczowych:
  • sebastian wilgosz